2009 - Aare
W szwajcarskich górach jest jedna kaskada,
gdzie Aar wody błękitnymi spada.
Pozwól tam spojrzeć zawróconej głowie.
Widzisz tę tęczę na burzy w parowie?
Na mgłach srebrzystych cała się rozwiesza,
Nic ją nie zburzy i nic ją nie zmiesza;
Juliusz Słowacki, poemat "W Szwajcarii"
Decyzja o tegorocznej trasie zapadła już w ubiegłym roku - była dolina Rodanu i wycieczki w głąb Alp Walijskich, zatem pora na Alpy Berneńskie. Pojawiły się natomiast wątpliwości, czy z powodu słabej złotówki w ogóle wyjedziemy z rowerkami w Alpy. Rozpocząłem od wyjątkowo starannych przygotowań. Inaczej niż w poprzednich latach wypadło nam wyjechać już w lipcu, akurat w okresie wakacji szkolnych w większości kantonów. Z tego powodu, po dokładnym wytyczeniu trasy, postanowiłem dokonać rezerwacji wszystkich noclegów. W pierwszej kolejności rezerwowałem miejsca w obiektach Towarzystwa Schronisk Młodzieżowych. Wchodzi się na stronę internetową www.youthhostel.ch, szuka wolnego terminu, rezerwuje i płaci. Niestety trzeba zapłacić i to od razu całą kwotę. Polecam te obiekty nie tylko ze względu na atrakcyjną cenę , (jak na Szwajcarię) ale również ze względu na szwedzki stół na śniadanie z pysznymi szwajcarskimi serami, jogurtami, wędlinami, etc., oczywiści w cenie noclegu. Druga organizacja z tańszymi noclegami to Swiss Backpackers – www.swissbackpackers.ch . Niestety nie mają pysznych śniadanek w cenie noclegu, ale za to nie trzeba płacić przy rezerwacji przez Internet i mają kuchnię do dyspozycji gości. Skoro o posiłkach mowa, to nauczony doświadczeniem z ubiegłego roku, gdzie naszą główną bolączką było znajdowanie miejsc na zjedzenie obiadu i związane z tym niemałe koszty, postanowiłem obiady zabrać z Polski. To znaczy, kupiłem 6 litrów zup, które wystarczy podgrzać i zabrałem kuchenkę gazową. Wszystko zajęło nieco miejsca w naszych bagażach, ale byliśmy zadowoleni i tak będziemy robić przy następnych wyjazdach, które mam nadzieję jeszcze nastąpią.
3.07.2009 - Meiringen, Lauterbrunen
Wyjechaliśmy 2 lipca. Nocowaliśmy w Niemczech. 3 lipca z Niemiec do Meiringen. Zgodnie z planem w Meiringen byliśmy o 9 rano. Miałem sprawdzone w internecie, że o 9.00 jest msza. Znaleźliśmy kościół, ale pani sprzątająca w kościele oznajmiła, że nie ma mszy. Pozbieraliśmy foldery na stacji kolejowej i informacji turystycznej. W „Migrosie” zrobiliśmy małe zakupy i przystąpiliśmy do realizacji zaplanowanego drugiego punktu: zwiedzania wąwozu rzeki Aare. Są drogowskazy, więc jedziemy samochodem na parking poza miastem. Okazuje się, że można kupić bilety łączone do wąwozu i na kolejkę zębatą do wodospadu Reichenbach, który też chcieliśmy zobaczyć. Wąwóz rzeki Aare ma długość 1400 m. Wędrujemy mostkami i tunelami wydrążonymi w skale. Podobno w najwęższym miejscu wąwóz ma zaledwie niecały 1 m szerokości. Kręte korytarze, hałas rwącego potoku, wąskie mostki robią wrażenie. Zapraszam do obejrzenia filmu
Za znakami podjeżdżamy do kolejki zębatej prowadzącej do wodospadu Reichenbach, miejsca powieściowej śmierci Scherlocka Holmesa. Przenosimy się w wiek XIX. Wagoniki kolejki są wierną kopią tych, które woziły turystów od 1899 roku. Podróż 700-metrowym dystansem trwa zaledwie 7 minut. Jesteśmy przy wodospadzie. Na pierwszym planie wycięta ze sklejki postać Scherlocka Holmesa z otworem w miejscu twarzy, czyli trzeba sobie zrobić zdjęcie. Potem idziemy w górę wodospadu, przechodzimy przez 3 tarasy widokowe i wracamy tą samą ścieżką zjazd kolejką.
Jedziemy z Meiringen doliną Haslital przez Interlaken do Grindelwald z zamiarem zwiedzenia lodowej groty. I tu się okazuje, że trzeba było sprawdzić w Internecie, a nie opierać się o dane z przewodnika. Choć przewodnik wydany jest przez renomowaną firmę i jest całkiem nowy, to wiadomości ma już nieaktualne. A zatem, przyjeżdżamy na właściwy parking, rozglądamy się za znakami, oglądamy tablice informacyjne, nic, ani słowa o lodowej grocie. Trzeba zapytać. Jest sklepik i tu dowiaduję się, że lodowiec się stopił i grota się zawaliła. Na pocieszenie kupiliśmy sobie lody, poszliśmy kawałek w kierunku nieistniejącej już groty, wróciliśmy do auta i pojechaliśmy do Laterbrunnen. W środku miasteczka znajduje się wodospad, do którego podchodzi się ścieżką, dalej tunelem drążonym w skale w środek wodospadu. Więc wchodzimy i schodzimy. Słyszymy dzwony kościelne. Zaglądamy do kościoła, okazuje się, że będzie msza. Uczestniczyliśmy z kilkoma osobami, a ksiądz sądząc z urody chyba był z bliskiego wschodu. Na nocleg wracamy do Interlaken.
4.07.2009 - Interlaken - Berno
Nocowaliśmy w ośrodku kampingowym sieci Swiss Backpackers o nazwie River Lodge. Polecam to miejsce. Życzliwy gospodarz obiektu pozwolił nam bezpłatnie pozostawić samochód na terenie ośrodka. Super - samochód jest pilnowany i to za darmo. Wyciągamy wszystko co trzeba z samochodu, montujemy w sakwach rowerowych i żegnamy się z autem na kolejne 5 dni. Trasa głównie z górki. Pogoda słoneczna, Jedziemy brzegiem jeziora Thun aż do miasta o tej samej nazwie. Tam obserwujemy jak młodzi ludzie skaczą z mostu do rwącej rzeki Aare i płyną niesieni nurtem do kolejnego mostu. Widać taki miejscowy obyczaj. Po południu pogoda się psuje. Niesamowita ulewa. Przeczekujemy ją już częściowo przemoknięci pod dachem jakiegoś zabudowania. Deszcz słabnie jedziemy dalej. I tu niespodzianka. Trasa prowadzi pod mostem kolejowym. Przed nami ogromna kałuża. Zatrzymujemy się by ocenić jak przez tą przeszkodę przejechać. Po drugiej stronie również pojawiają się rowerzyści. Oni decyduję się na przejazd przez kałużę. I co widzimy. Zanurzają się głębiej niż na pół koła.Więc my nie mamy szans przejechać. Co robić? I tu pomocne okazują się mapy, które przygotowałem sobie przed wyjazdem drukując je ze Szwajcarskiej strony rowerowej. Strony drukowałem w dokładnej skal, zatem lokalizacja, gdzie jesteśmy i znajdujemy ścieżki, którymi wykonamy objazd i dołączymy do szlaku. I udało się. Pod wieczór jesteśmy w Bernie. Mamy wykupiony nocleg w schronisku młodzieżowym. Tylko jak tam trafić? Po drodze był drogowskaz, tylko wydawało mi się, że prowadzi do innego schroniska. Jedziemy ciągle ścieżką rowerową. Pora zapytać ludzi. Jak zawsze życzliwi Szwajcarzy pomogą w każdej sytuacji. Sympatyczna pani na rowerze nadkładając drogi podprowadza nas do miejsca skąd wystarczy zjechać z górki i już jesteśmy. Schronisko jest duże, rowery mają swój schowek, ludzie są z całego świata. Nielegalnie, za pomocą grzałek gotujemy herbatki, jemy swój chlebek, jeszcze kupujemy soczki i małe piwka, kąpiel i spać.
5.07.2009 - Berno - Biel
Jest niedziela. Śniadanie, którego głównym składnikiem są szwajcarskie sery. Potem wychodzimy na mszę w kościele katolickim, który znajduje się kilkanaście minut od naszego noclegu. Wracamy po rowery, instalacja bagażu i ruszamy. Schronisko młodzieżowe znajduje się niedaleko Parlamentu, tyle, że znacznie niżej na poziomie rzeki, więc na początku nie ma jazdy, tylko wpychanie rowerów pod górkę. Objeżdżamy Parlament, zatrzymujemy się przy katedrze św. Wincentego, dalej przez starówkę, fontanny, wieża zegarowa. Z Berna wyjeżdżamy koło południa. Ucieszeni, że góry już za nami i trasa szybko minie, już niedługo przekonujemy się, że nie będzie tak lekko. Są strome wzgórza, które czasami zmuszają do zejścia z roweru i pchania pod górkę. W połowie drogi dokonujemy korekty trasy. Niestety nie zdążymy odwiedzić Papiloramy - ogrodu motyli tropikalnych. W pewnej wiosce zatrzymujemy się przy sklepiku samoobsługowym. Jego samoobsługowość jest tak zaawansowana, że nie ma w nim nikogo. Bierzesz co chcesz, pieniądze wrzucasz do skarbonki. Czy u nas kiedyś takie będą? Tego typu przykładów jest więcej, bo co jakiś czas gdzieś wyłożone są owoce, wystawiona cena i to wszystko. Po dość męczącej trasie dojeżdżamy do Biel pod wieczór. Mamy fajny duży pokój z łazienką.
| Berno - pod Parlamentem | Berno - katedra św. Wincentego | Berno - wieża zegarowa | Berno - starówka |
| Berno - starówka | Berno - starówka | Berno - starówka | Berno - Parlament |
6.07.2009 - Biel - Zoffingen
Śniadanie przygotowaliśmy w kuchni udostępnionej nocującym turystom. Produkty na śniadanie kupiliśmy dzień wcześniej w nocnym sklepie. Przed nami najdłuższy odcinek - jakieś 80 km. Dla 11-letniej Agaty jest to na pewno sporo. Trasa okazała się dość łatwa, teren prawie płaski. Jechaliśmy wzdłuż Aare z zachodu na wschód. Najważniejsze miasto po drodze to Solura. Wypadało zwiedzić muzeum T. Kościuszki. Niestety nie przygotowałem ważnego szczegółu - adresu. Skoro tak, to rozglądnęliśmy się tylko nieco po barokowej architekturze, chociaż trasa rowerowa nie biegła najciekawszą częścią miasta. Wszystkim spodobało się za to miejsce południowego odpoczynku. Upamiętnia to jedno ze zdjęć. W lesie domek, huśtawki, zjeżdżalnia. Może to wydaje się dość prymitywne, ale czasem tak jest, że zmęczeni ludzie nie są spragnieni zbytnio kontaktu z wielką historia i architekturą, a pragną jedynie ławeczki w cieniu. Pod koniec dnia opuściliśmy dolinę Aare skręcając na południe i zaczęły się podjazdy. Mieliśmy trochę kłopotu ze znalezieniem miejsca naszego noclegu. Nauka z tego płynie taka, że trzeba mieć przygotowaną na taką okazję mapkę. Kolacyjkę zrobiliśmy sobie w ogrodzie naszego schroniska młodzieżowego.
7.07.2009 - Zofingen - Lucerna
Celem dzisiejszej trasy jest Lucerna. Po drodze miasteczka o średniowiecznej zabudowie. Trochę deszczu. Tego dnia każdy się przewrócił. Na początek Ania źle wjechała na mokry krawężnik. Potłukła nogę i biodro. Potem Agata wjechała w płot, bo zawadziła tak nieszczęśliwie linką hamulca, że hamulec się wypiął. Potem niegroźne upadki Krzysztofa i mój, bo chciałem jedną ręką w czasie jazdy ustawiać kamerę, którą mam przymocowaną do kierownicy. Proszę mi wierzyć, nigdy ani na tym wyjeździe, ani na poprzednich, nikt się nie przewrócił, a tu wszyscy i to jednego dnia. Pora przejść do rzeczy przyjemniejszych. Dojeżdżamy do Lucerny. Oczywiście znowu trzeba pytać o drogę dojazdu do schroniska młodzieżowego, ale jest życzliwa osoba i wszystko gra. Duże eleganckie schronisko. Mamy pokój, rowery schowane w piwnicy, no to idziemy na miasto. Lucerna nocą. No nie całkiem nocą, bo jesteśmy przed zmrokiem. Stare miasto, most kaplicowy - to naprawdę jest piękne.
| Schronisko młodzieżowe | Poczekalnia przed sklepem | Kościółek | Miasteczko |
| Zegar | |||
| Lucerna wieczorem | |||
| Lucerna wieczorem | |||
8.07.2009 - Lucerna - Sarnen i Meiringen - Brienz
Ostatni dzień naszej trasy. Trasa prowadzi nas do starego miasta, które podziwialismy wieczorem. Po opuszczeniu Lucerny nasza trasa biegnie w okolicach Jeziora Czterech Kantonów. Od czasu do czasu przybliżamy się do jeziora. Towarzyszy nam też piekny widok na górę Pilatus. Opuszczając rejon Jeziora Czterech Kantonów spotykamy wojsko wykonujace jakieś ćwiczenia wojskowe. Mamy szczęście, bo przepuszczaja nas, podczas gdy wszystkie samochody zostaja zatrzymane. Potem przejeżdżamy przez wielkie lotnisko wojskowe. Cały czas jesteśmy na szlaku. Teren staje się górzysty, chociaż jescze nie jest pod górkę. Zgodnie z planem trasę kończymy w Sarnen. Tam wsiadamy do pociagu, który stromo pnąc się pod górę zawozi nas do Meringen, gdzie zaczynaliśmy naszą wyprawę. W Meringen wsiadamy na rowery i pędzimy doliną Haseltall do Brinz nad jeziorem Brinz. Tu jemy obiadek i postanawiamy, że dzieci odpoczywają w miejscu gdzie jedliśmy obiad, a ja pociągiem jadę kilkanaście kilometrów do Interlaken skąd zabieram nasz samochód i wracam po dzieci. Jest już wieczór. Telefon do krewnych w Niemczech, że będziemy u nich późno w nocy i ruszamy. Żegnaj Szwajcario, ...może zobaczymy Cię znów w przyszłym roku..
Strony internetowe
Wodospad Reichenbach: www.reichenbachfall.ch
Wodospad Lauterbrunen: www.lauterbrunnen.ch
Przełom Aar: www.aareschlucht.ch
Ośrodek kampingowy sieci Swiss Backpackers o nazwie www.riverlodge.ch
Szwajcarska strona rowerowa: www.veloland.ch
Zestawienie kosztów
Oprócz wymienionych w tabeli były wydatki dokonane wcześniej na ubezpieczenie PZU Wojażer 115,00 (na 10 dni + gratis "Zielona Karta" do 26.05.2010), żywność około 50 zł (zupy, herbata, kawa i cukier). Koszty w tabeli podane są we frankach, a na koniec przeliczone na złotówki.
| Data | Nazwa | Noclegi | Żywność | Inne |
| 3.07 | Winieta szwajcarska | 40 | ||
| Bilety wstępu do wąwozu Aare i wodospad (13 * 2 os.dorosłe + 7 * 2 dzieci) | 40 | |||
| River Lodge Interlaken - 31 CHF * 4 os | 124,00 | |||
| 4.07 | Ubezpieczenie OC rowerowe - 5 CHF * 4 os - ważne do 31.05.2009 | 20,00 | ||
| Jugendherberge Bern - 37 CHF * 4 os (przez internet 14.06.2009) | 148,00 | |||
| Zakupy żywności (rachunek zgubiłem) | 35 | |||
| 5.07 | Lago Lodge Biel-Nidau - 33 CHF * 4 os. | 132,00 | ||
| COOP w Biel (sklep nocny) | 31,65 | |||
| 6.07 | Jugendherberge Zofingen - 31 CHF * 4 os (przez internet 28.06.2009) | 124,00 | ||
| MIGROS w Solothurn | 36,30 | |||
| 7.07 | Jugendherberge Luzern - 36 CHF * 4 os (przez internet 28.06.2009) | 144,00 | ||
| MIGROS w Zofingen | 5,05 | |||
| Apteka w Sempach - maść na potłuczenia Voltaren | 10,35 | |||
| 8.07 | Bilety kolejowe Sarnen-Meiringen (14,80 * 4 rowery +14,80 * 2 os.dorosłe + 7,40 * 2 dzieci) | 103,60 | ||
| Zakupy żywności (rachunek zgubiłem) | 35 | |||
| RAZEM franków | 672 | 143 | 214 | |
| RAZEM zlotych (cenę franka przyjąłem 3,02 zł) | 2029 | 432 | 649 | |
| Koszty paliwa według kalkulacji 1,60 CHF/litr (w Niemczech trochę droższe, w Polsce trochę tańsze), przy spalaniu 8 litrów/100km koszt 100 km wynosi 12,8 CHF. Dystans tam i z powrotem wynosi 2700 km. Zatem koszt wynosi 12,8 CHF * 27=346 CHF | 1045 | |||
| RAZEM wszystkie wydatki | 4190 | |||
Polski